sobota, 8 listopada 2014

3. "Nowy dom"

-Jeszcze 1 pudełko i koniec!- Krzyknęła szczęśliwa Miranda, spadając na fotel. Cały dzień od 8 rano pakowałyśmy moje rzeczy.
-Dobra jutro ogarniemy salon, teraz już cie nie trzymam jest późno- powiedziałam, siadając kolo sterty pudeł.
-Nie no jest dopiero..- Mira spojrzała na swój zegarek od Michaela Korsa- KURDE!- jak poparzona podskoczyła i pędem ruszyła do drzwi, po drodze ubierając swoje obcasy.
-Ej co się dzieje, kobieto, uspokój się!- Próbowałam uspokoić Mirande, ale widząc jak potyka się o swoje buty  oraz pudła, nie potrafiłam powstrzyma śmiechu, Spojrzała na mnie złowrogim spojrzeniem, a ja starałam się zachować kamienną minę.
-Jest 2 w nocy, a mamy o 5 przygotowywać się do wyjazdu!- Nie mogłam uwierzyć, ze 18 godzin spędziłyśmy u mnie pakując się oraz wygłupiając.
-Przysięgam, ze jak jutro nie wstanę to cie zabije! - W tym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać upadając na ziemie. Ona tylko fuknęła "pa" i wyszła. Gdyby ktoś by mnie teraz zobaczył pomyślałby, ze uciekłam z psychiatryka, tarzam się po ziemi, śmiejąc się jak opętana. Po 10 minutach śmiechu,  poszłam do swojego pokoju. "Rano" obudziłam się w fatalnym nastroju, ale kto by mi się dziwił, była 4 rano, a ja musiałam wstawać, powoli zwlekłam się z łóżka I udałam do łazienki, szybko umyłam zęby I ubrała się, o 4:30 byłam gotowa, zeszłam na dół I zjadłam śniadanie które Miranda zrobiła dla mnie wczoraj. Równo o 5 rano zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Dzień dobry, pani Candice Swanepoe? -mężczyzna około 50 ubrany w roboczy uniform podał mi kartkę oraz długopis, bym napisała potrzebne dane. Po 2 minutach oddałam mu kartkę wraz z długopisem.
-Dziękuję, możecie zacząć już pakować rzeczy.- mężczyzna zawołał kilku innych I po chwili zaczęło się pakowanie pudeł I mebli do ciężarówki,ja dostałam stos papierów  której musiałam przeczytać I podpisać.  O 10 wszystkie pudła oraz większość mebli znajdowała się poza moim domem, jeszcze kilka godzin I zostaną tylko gole ściany...
-Candice! Ja nie żartuje, naprawdę widziałam ich razem. - była 18, razem z Mirandą siedziałyśmu na lotnisku, czekając byśmy mogły sieć do samolotu, a ja czekałam żeby Kerr przestała gadać, była moja najlepszą przyjaciółka, ale czasami za dużo gadała, teraz mówiła o tym ze Jared Letto "zdraza" kogoś tam z kimś tam.
-Szli za rękę około 15, w parku w centrum, wyglądali na zako....- mowe Mirandy przeszkodził głos z magnetofonu.
-Pasarzerwowie udając się do Los Angeles proszeni są o podejście do bramki numer 5, powtarzam, Pasarzerowie udający się do Los Angeles...-
-aaa to my- pisnęła podekscytowana dziewczyna i zaczęła zbierać swoje rzeczy.-No chodź Candice, bo się spóźnimy
-no juz idę, idę- wstałam z miejsca i udałam się do wyznaczonej bramki.Po 20 minutach siedziałyśmy  na swoich miejscach w samolocie.Natychmiastowo odpłynęłam do krainy, gumowych ludków, chmur z waty ,oraz drzew z czekolady.
***
-Nareszcie, stały grunt!- Miranda schyliła się i udawała że całuje ziemie, co nie obeszło uwadze, kilku przechodniom, którzy patrzyli na nią jak na wariatkę.
-Miranda Kerr, Candice Swanepoel?- Zapytał mężczyzna koło 50, ubrany w czarny garnitur z czerwonym krawatem.
-Taaak?- Zapytała podejrzliwie Miranda
-Jestem Blake, będę waszym szoferem, póki wasze auta nie znajdą się w LA..
-Mamy własnego szofera, jedźmy na zakupy.-Szepnęła mi Kerr do ucha.
-Możesz jechać, ale ja bym wolała pojechać do domu i odpocząć.-Mira trochę posmutniała, ale mnie rozumie, łączne spam około 5 godzin, a jak nie wyśpię się przynajmniej 8 to jestem strasznie mizerna.
-Zapraszam tędy, wasze bagaże znajdują się już w aucie- Powiedział Blake uprzejmie i przepuścił nas przodem w drzwiach.
-Ależ z niego dżentelmen, gdyby był o połowę młodszy to już byłby mój.- Zaśmiała się dziewczyna, na szczęście powiedziała to tak cicho, że nikt oprócz mnie nie usłyszał.
Po 30 minutach jazdy i wysłuchiwaniu jakie niesamowite mają tu atrakcje (czujecie ten sarkazm) dojechaliśmy do mojego domu, a dokładniej do villi, miała ona 3 piętra, 4 garaże, ogromny podjazd z fontanną na środku, i do tego przed jednym z garaży stało Ferrari. Po co mi auto, przecież mam jedno.
-Jakby była nagła potrzeba pojechania gdzieś.-  Blake jakby czytał mi w myślach.
Wysiadłam z auta i poszłam do środka, chciałam znaleźć tylko łazienkę i pokój, po 5 minutach poszukiwań, znalazłam ogromny pokój z przyłączoną łazienką, wzięłam szybki odświeżający prysznic i poszłam spać. Nazajutrz obudziło mnie głośne odgłosy pukania do drzwi, oraz dzwonka.
Zeszłam na dół, a to kogo tam zastałam, zdziwiło mnie niesamowicie.
-Cześć piękna.
-Cz.. cześć. -TO ON, TAK DAWNO GO NIE WIDZIAŁAM!

niedziela, 19 października 2014

2. "Wspomnienia"

Po tygodniu wyszłam z szpitala, już zapomniałam o Zaynie i  naszym niemiłym spotkaniu. Miranda odwiedzała mnie codziennie i siedziała do późnych godzin. Jest ona moją najlepsza przyjaciółką, od piaskownicy, chodziłyśmy do tych samych klas a potem przyjęto nas do agencji Marilyn. Tak, pracuje jako modelka razem z moją najlepsza przyjaciółka, mogło by się wydawać że wszystko mam podane na talerzu, ale tak naprawdę nie miałam tak wspaniałego życia, mój tata był tyranem i alkoholikiem, znęcał się nademna i moja siostra, nasza matka zostawiła nas z nim i wyjechała do Europy by tam zamieszka. Będąc starszą siostrą musiałam zajmować się Emilly. W wieku 12 lat zaczęłam pracować, pomagałam sąsiadom z zakupami, sprzątaniem, koszeniem trawników lub opieką nad dziećmi. Emilly została pobita na śmierć przez naszego "ojca" gdy miała 12 lat, mój ojciec zdenerwował się na nią bo niechcący zrzuciła jego alkohol. Tamtego dnia nie było mnie w domu, bo razem z Mirandą pracowałyśmy na nocną zmianę w pobliskim pubie, Kerr miała normalny dom, kochającą mamę oraz ojca, miała 5 letniego brata. Jej ojciec stracił prace, a pensja jej matki nie starczała, więc pracowała ze mną. Po pracy wróciłam zmęczona do domu, zobaczyłam karetkę pod naszym blokiem, spanikowana wbiegłam do góry, policjanci zapisywali jakiś raport a sanitariusze zamykali czarny worek. Byłam pewna, że ON przesadził z alkoholem i się przekręcił, było mi smutno bo chcąc, nie chcąc był to mój ojciec, lecz wtedy usłyszałam jego krzyki, że on nic nie zrobił, że nie chciał, że to wszystko nie jego wina. Wtedy skojarzyłam fakty, podbiegłam do czarnego worka sanitariusze na marne mnie odciągali, otworzyłam worek a w środku zobaczyłam moją mała siostrzyczkę, całą we krwi, była biała, przytuliłam się do jej bezwładnego ciała i poczułam woń perfumów, które kupiłam jej na urodziny, specjalnie brałam więcej zmian by kupi jej takie jakie tylko chciała. Wtedy ogarnęła mnie złość, położyłam jej ciało i rzuciłam się na mojego ojca, po drodze zabierając kawałek szkła, zaczęłam krzyczeć, bluzgać, że jest okropnym sukinsynem, że to on powinien tam leżeć martwy nie ona, Emilly była zbyt młoda, nic nie zrobiła. po około 5 minutach policjantom udało się mnie odciągnąć od ciała mojego "ojca" miał cała twarz w krwi, tak jak moja biedna Emilly, chciałam jeszcze raz się na niego żuci lecz postacie trzymające mnie mi to uniemożliwiały, zaczęłam krzyczeć by mnie puścili, ze on powinien zginąć, lecz po chwili poczułam spokój i ciecz w moich żyłach, osunęłam się na ziemie. Znalazłam się na łące, ale nie takiej brzydkiej, była to najpiękniejsza łąka jaką widziałam było tam mnóstwo fiołków, ulubionych kwiatów Emilly, była tam też drzewo z huśtawką, na niej siedziała mała dziewczynka w różowej sukience i śmiałą się radośnie, miała może z 6 lat, za nią stała większa dziewczyna w spodniach i krótkiej bluzce, która była starsza o 3 lata od krzyczącej i śmiejącej się dziewczynki. Wstałam z ziemi i podeszłam do nich, obróciły się w moja stronę.... poznałam te 2 dziewczynki, to ja i Emilly u babci jak byłyśmy małe. Nagle przyjemne wspomnienie zastępowała pustka, ciemność, zimno, strach.........
-Candice, Candice, CANDICE!! - krzyknął głos po mojej prawej - Wsiadaj do auta, zaraz tu zamarznę- to była Miranda. Ciekawe na jak długo odleciałam. pośpiesznie wsiadłam do auta i zapięłam pasy.
-Toooo, coooo? Gdzie jedziemy? - Zapytała pod ekscytowana dziewczyna.
-Definitywnie do domu. -oparłam się czołem o szybę i zamknęłam moczy, usłyszałam tylko westchnienie Kerr i włączany silnik, niewiedzą kiedy zasnęłam.
-Can, ej Candi, kochanie jesteś w domu- dobiegł do moich uszu słodki głos Mirandy. Leniwie wyszłam z auta wzięłam swoją torbę i uprzednio żegnając się z Mirandą poszłam do domu, rzucając wszystkie swoje rzeczy na kanapie w salonie poszłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa puszczając sobie muzykę, poszłam się wykapać. Zimne krople wody zaczęły spływa po moim ciele, podkręciłam temperaturę i pod wpływem ciepła mimowolnie się rozluźniłam. skończyłam mydlić moje ciało, umyłam włosy i wyszłam spod prysznica, szybko się wytarłam i przebrałam w piżame. Weszłam szybko na Twittera, napisałam kilka postów, o moim wypadku samochodowym, o wyjeździe z NY i o kilku pokazach. Nagle mój telefon zawibrował, zamknęłam laptopa i odłożyłam go na stolik nocy, przeczytałam wiadomość, uprzednio odblokowywując urządzenie
*Za dwa dni wyjazd do LA, 
jutro do Ciebie przyjadę i pomogę 
Ci się spakować.*
                                    -Miranda :*
Boże totalnie zapomniałam, ze muszę spakować cały mój dom, jak ja to zrobię w 2 dni? No ale cóż praca to praca. Położyłam się spać a błogi sen przyszedł bardzo szybko. Śniło mi się moje dzieciństwo, ale nie to gdzie moja siostra została zabita, ani to o ojcu alkoholiku, tylko to dobre dzieciństwo, u mojej babci, gdy zapominałyśmy o wszystkich problemach i żyłyśmy.

wtorek, 22 kwietnia 2014

1. "Zagubiona"

 Obudziłam się spocona i zmęczona, jakby po jakimś ciężkim wysiłku.  Nie wiem jak to się stało ale byłam w... szpitalu. "Kurde co się stało" pierwsza myśl pojawiła się w mojej obolałej głowę, a potem za nią nią następnie i następne "Co ja zrobiłam" "Był wypadek" "Ile tu leże" "Czy ktoś wie, że tu jestem". Zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu, zauważyłam że byłam sama nie licząc pewnego mężczyzny kolo 20 siedzącego na krześle obok mojego łóżka. Miał zamknięte oczy i spokojny oddech, spał, wiec mogłam go dobrze pooglądać. Miał na sobie biały T-shirt w serek do tego czarną skórzaną kurtkę oraz czarne spodnie. Spojrzałam w górę na jego twarz i... bałam się, nie wiem czemu ale wewnątrz miałam uczucie, że coś mi zrobił. Chciałam się dowiedzieć czemu się go boje, ale im bardziej o tym myślałam tym mniej wiedziałam.  Skupiłam się na tym jak wygląda, może coś mi wpadnie do głowy. Miał pięknie zarysowany kształt twarzy, kilkudniowy zarost i ciemne włosy na żelu, które opadły mu na czoło co sprawiło ze wyglądał jak nastolatek. Gdy przestałam się patrzyć na ideał siedzący kilka centymetrów ode mnie,zaczęłam się rozglądać po pokoju. Nie był jak jeden z tych biednych szpitali których nie stać by kupić żarówkę,wręcz przeciwnie, aparatura podpięta do mnie byłam czysta i wyglądał jakby ktoś ją dopiero co kupił. Po prawej znajdowało się ogromne okno z widokiem na miasto, na wprost mnie była komoda z drewna obrabiana czystym złotem po obu stronach, nad nią wisiał wielki telewizor, obramowany... złotem, czy to jest w ogóle dopuszczalne, żeby w szpitalu było złoto?... nagle poczułam że ktoś złapał mnie za rękę, obróciłam głowę i zobaczyłam najbardziej hipnotyzujące oczy na całym świecie. Uśmiechnął się do mnie tym swoim śnieżno białym uśmiechem, a ja usłyszałam szybsze pikanie na monitorze. Cholerstwo pokazało jak bardzo spięta byłam. Nie wiem czy to przez to że tonęłam w jego oczach a jego ręką była na mojej, czy przez to że się go bałam.
-Witaj piękna, martwiłem się.- powiedział uwodzicielskim tonem, i nagle jak fala gorąca wszystko wróciło, wszystkie nie przespanie noce, wylane łzy, puste obietnice, wszystko co miało kiedyś jakiś sens.
-Z..z....Zayn? - Zapytałam drżącym głosem. -C.. Co ty t.. tutaj r..robisz?
-Przyleciałem do Ciebie, nie cieszysz się?- nagle posmutniał, ale już po sekundzie nie było tego widać. Boże jak ja nienawidziłam tej jego pokerowej twarzy.
-N.. Nie, J.. Ja tylko - odchrząknęłam lekko - Nie, ja tylko nie wiem po co tu przyleciałeś.
-No jak to po co? Żeby zobaczyć moja dziewczynę.- uśmiechnął się i zbliżył na niebezpieczną odległość.
-Nie jestem twoja dziewczyną! - Krzyknęłam - Nie po tym co mi zrobiłeś. - Dodałam szeptem. Czułam, że moje oczy zaczynają mnie drapać od łez, lecz nie mogłam pozwoli by on je zobaczył. za często je widział. Obrzuciłam głowę w drugą stronę.
-Wyjdź,- Powiedziałam najbardziej spokojnym głosem na jaki było mnie stać w tej chwili. Nie wiem jak mi się to udało bo miałam ochotę rzucić się na niego i wydrapać mu te śliczne oczka w których się kiedyś zakochałam.
Skończ idiotko, to było KIEDYŚ teraz go nienawidzisz, pamiętasz jak cie skrzywdził, twoich bliskich, przez niego prawie zabiłaś człowieka. Ogarnij się.Moja podświadomość znowu się odezwała.
-C... Co?- Był zszokowany. Mam cie dupku! Co nie spodziewałeś się że tak to się skończy, hym?
Myślałeś, że wskoczę w twoje ramiona i będę się cieszyć, że wielki pan Zayn Malik przypomniał sobie o mnie? Nie tym razem.
-POWIEDZIAŁAM WYJDŹ! - Krzyknęłam obracając się w jego stronę. Cały smutek który czułam wcześniej zastąpiła nagle złość.
-TO JA TU PRZYJEŻDŻAM Z DRUGIEGO KOŃCA ŚWIATA, ROBIĘ PRZERWĘ Z KONCERTAMI, A TY MI SIĘ TAK ODPŁACASZ NIEPOSŁUSZNA SUKO?!!!!- Jego oczy pociemniały, nigdy nie widziałam go tak złego, bałam się go, była noc, nikogo tu nie ma, mógłby mnie zabić.
Jaja sobie robisz? Ten skurwiel kazał Ci zabić człowieka, dawał narkotyki. ten człowiek Cię zgwałcił! Nie może Cię bardziej skrzywdzić. Śmierć będzie dla ciebie wyzwoleniem.
Jak zwykle moja pieprzona podświadomość miała racje. Postawie się mu, nawet jakbym miał mi coś zrobić.
-NIE PROSIŁAM CIĘ O TO! NIGDY O NIC CIE NIE PROSIŁAM, BYŁEŚ DLA MNIE KIMŚ, A TERAZ NIE CHCE CIE ZNAĆ. WIĘC WYPIEPRZAJ Z TEGO POKOJU ALBO POWIEM WSZYSTKIM CO MI ZROBIŁEŚ. -Widziałam strach w jego oczach. O tak słonko jestem do tego zdolna. Nic nie mówiąc wstał z krzesła i wyszedł. przed zamknięciem drzwi, wsunął głowę i powiedział.
-To jeszcze nie koniec suko.  - Wyszedł, nareszcie, opadłam na łóżko i myślałam co to miało znaczyć "to jeszcze nie koniec". Przecież wraca do Londynu, do tego swojego pieprzonego zespołu, ja wyjeżdżam do LA za tydzień do pracy, wiec tak to jest kurwa koniec!