niedziela, 19 października 2014

2. "Wspomnienia"

Po tygodniu wyszłam z szpitala, już zapomniałam o Zaynie i  naszym niemiłym spotkaniu. Miranda odwiedzała mnie codziennie i siedziała do późnych godzin. Jest ona moją najlepsza przyjaciółką, od piaskownicy, chodziłyśmy do tych samych klas a potem przyjęto nas do agencji Marilyn. Tak, pracuje jako modelka razem z moją najlepsza przyjaciółka, mogło by się wydawać że wszystko mam podane na talerzu, ale tak naprawdę nie miałam tak wspaniałego życia, mój tata był tyranem i alkoholikiem, znęcał się nademna i moja siostra, nasza matka zostawiła nas z nim i wyjechała do Europy by tam zamieszka. Będąc starszą siostrą musiałam zajmować się Emilly. W wieku 12 lat zaczęłam pracować, pomagałam sąsiadom z zakupami, sprzątaniem, koszeniem trawników lub opieką nad dziećmi. Emilly została pobita na śmierć przez naszego "ojca" gdy miała 12 lat, mój ojciec zdenerwował się na nią bo niechcący zrzuciła jego alkohol. Tamtego dnia nie było mnie w domu, bo razem z Mirandą pracowałyśmy na nocną zmianę w pobliskim pubie, Kerr miała normalny dom, kochającą mamę oraz ojca, miała 5 letniego brata. Jej ojciec stracił prace, a pensja jej matki nie starczała, więc pracowała ze mną. Po pracy wróciłam zmęczona do domu, zobaczyłam karetkę pod naszym blokiem, spanikowana wbiegłam do góry, policjanci zapisywali jakiś raport a sanitariusze zamykali czarny worek. Byłam pewna, że ON przesadził z alkoholem i się przekręcił, było mi smutno bo chcąc, nie chcąc był to mój ojciec, lecz wtedy usłyszałam jego krzyki, że on nic nie zrobił, że nie chciał, że to wszystko nie jego wina. Wtedy skojarzyłam fakty, podbiegłam do czarnego worka sanitariusze na marne mnie odciągali, otworzyłam worek a w środku zobaczyłam moją mała siostrzyczkę, całą we krwi, była biała, przytuliłam się do jej bezwładnego ciała i poczułam woń perfumów, które kupiłam jej na urodziny, specjalnie brałam więcej zmian by kupi jej takie jakie tylko chciała. Wtedy ogarnęła mnie złość, położyłam jej ciało i rzuciłam się na mojego ojca, po drodze zabierając kawałek szkła, zaczęłam krzyczeć, bluzgać, że jest okropnym sukinsynem, że to on powinien tam leżeć martwy nie ona, Emilly była zbyt młoda, nic nie zrobiła. po około 5 minutach policjantom udało się mnie odciągnąć od ciała mojego "ojca" miał cała twarz w krwi, tak jak moja biedna Emilly, chciałam jeszcze raz się na niego żuci lecz postacie trzymające mnie mi to uniemożliwiały, zaczęłam krzyczeć by mnie puścili, ze on powinien zginąć, lecz po chwili poczułam spokój i ciecz w moich żyłach, osunęłam się na ziemie. Znalazłam się na łące, ale nie takiej brzydkiej, była to najpiękniejsza łąka jaką widziałam było tam mnóstwo fiołków, ulubionych kwiatów Emilly, była tam też drzewo z huśtawką, na niej siedziała mała dziewczynka w różowej sukience i śmiałą się radośnie, miała może z 6 lat, za nią stała większa dziewczyna w spodniach i krótkiej bluzce, która była starsza o 3 lata od krzyczącej i śmiejącej się dziewczynki. Wstałam z ziemi i podeszłam do nich, obróciły się w moja stronę.... poznałam te 2 dziewczynki, to ja i Emilly u babci jak byłyśmy małe. Nagle przyjemne wspomnienie zastępowała pustka, ciemność, zimno, strach.........
-Candice, Candice, CANDICE!! - krzyknął głos po mojej prawej - Wsiadaj do auta, zaraz tu zamarznę- to była Miranda. Ciekawe na jak długo odleciałam. pośpiesznie wsiadłam do auta i zapięłam pasy.
-Toooo, coooo? Gdzie jedziemy? - Zapytała pod ekscytowana dziewczyna.
-Definitywnie do domu. -oparłam się czołem o szybę i zamknęłam moczy, usłyszałam tylko westchnienie Kerr i włączany silnik, niewiedzą kiedy zasnęłam.
-Can, ej Candi, kochanie jesteś w domu- dobiegł do moich uszu słodki głos Mirandy. Leniwie wyszłam z auta wzięłam swoją torbę i uprzednio żegnając się z Mirandą poszłam do domu, rzucając wszystkie swoje rzeczy na kanapie w salonie poszłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa puszczając sobie muzykę, poszłam się wykapać. Zimne krople wody zaczęły spływa po moim ciele, podkręciłam temperaturę i pod wpływem ciepła mimowolnie się rozluźniłam. skończyłam mydlić moje ciało, umyłam włosy i wyszłam spod prysznica, szybko się wytarłam i przebrałam w piżame. Weszłam szybko na Twittera, napisałam kilka postów, o moim wypadku samochodowym, o wyjeździe z NY i o kilku pokazach. Nagle mój telefon zawibrował, zamknęłam laptopa i odłożyłam go na stolik nocy, przeczytałam wiadomość, uprzednio odblokowywując urządzenie
*Za dwa dni wyjazd do LA, 
jutro do Ciebie przyjadę i pomogę 
Ci się spakować.*
                                    -Miranda :*
Boże totalnie zapomniałam, ze muszę spakować cały mój dom, jak ja to zrobię w 2 dni? No ale cóż praca to praca. Położyłam się spać a błogi sen przyszedł bardzo szybko. Śniło mi się moje dzieciństwo, ale nie to gdzie moja siostra została zabita, ani to o ojcu alkoholiku, tylko to dobre dzieciństwo, u mojej babci, gdy zapominałyśmy o wszystkich problemach i żyłyśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz